środa, 28 stycznia 2015
Szaty Czterech Szyć Niechybnie...
Noc wpełzła do komnaty, wlała się niczym smolisty potok. Bezszelestnie otuliła podłogowe deski cienką kołdrą mazi ciemniejszej od grobowej jamy. Oparła się jedynie bladej poświacie bijącej od mojego sekretarzyka, przy którym piszę nowiny z grodu czterech co wnet wyruszą na dziesięć bitem jakie tego roku przyjdzie im stoczyć. gęsie pióro uwija się jak w ukropie zgrabnie szkicując wzory szat dla czterech jak i wszystkich pobratymców co rozsiani po tym grajdole wyczekują ich przyjazdu. Patrzcie ich w grodzie co wołem stoi, patrzcie ich pod ostrzeszowską basztą. Bądźcie gotowi na spotkanie z nimi w kilku innych grodach. Ale dziesięć spotkań będzie. Ni mniej ni więcej. Biorę przeto dżdżownicę zdechła i jej uschłym padłem do kupy łączę kawałki płótna co wnet szatą się staną. Niewiele ich będzie i nieliczni za mieszek miedziaków nabyć je zdołają. Nie wiem kimżeś jest że losu zbiegiem na te stronicę trafiłeś. Kie licho wzrok twój przywiodło do czytania tych bukiew pokracznych.? Znasz li tych czterech co bezczelnie spluwają na mody obecne? Przywdziesz na siebie te koszuliny kuse co ino latem przywdziać na siebie warto? Będziesz na sercu swem w ich godłem kroczyć? Po kie licho ślipiami wodzisz po moim piśmie dla tak niewielu przeznaczenem? Szeptuchy każą że kiedyś młode w butach o gumwych podeszwach chodzić będą a na kostkach gwiazdy świecić się w ciżmach tych będą. I dziatwa ta w czterech się stroje przywdzie. Bo oni choć teraz już żywią to i za lat sześćset zbroi swych nie zmienią. Wiesz ty o czym prawię teraz? Szat tych wypatruj i grosiwa nie szczędź. Czterech szanuj i znój ich doceń
wtorek, 30 grudnia 2014
CAPTURED BY THE IRON LORD IN HIS POZNAN DUNGEON
Nie wyrwą się z jego szponów prędko. Każdy przykuty do metalowego siedziska. Wzrok otępiały i sił coraz mniej. Najpierw głodem ich wziął, potem kazał po stokroć powtarzać mroczne wersy, które w wolnym tłumaczeniu na jakikolwiek język współczesny znaczą "Nie, nie, nie. Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz". Na sam koniec zostawił sobie jeźdźca co ledwie do kompanii dołączył. Zamknął go w lochu obitym z jednej strony trumiennym drewnem a z drugiej odgrodzonym od swojej żelaznej kancelarii kryształowym prześwitem. 'Nie wrócisz do swojego stołecznego grodu psubracie dopóki tysiąc razy - na jednym tchnieniu oczywiście - nie powtórzysz wersu ŻADEN REALIZATOR NIE JEST BARDZIEJ PRZYJAZNY NIŻ LORD PERLA WEJMANN VEL PANICZ ŻELAZNY
Pozostała trójka w niemej bezsilności spoglądała przez oczodoły czaszek z jakich wykonany był mur odgradzający ich do kancelarii Iron Lorda. Jego obity ludzką skórą fotel miarowo obracał się raz w lewo a raz w prawo kiedy Peter the Grey powoli dusił się swoją śliną walcząc z szóstą setką swojej karnej deklamacji. Stopy odziane w żeliwne sandały wtórowały do rytmu marniejącemu w oczach deklamatorowi. Sygnet ze skrzyżowanymi piszczelami wystukiwał ten sam rytm o marmurowy sekretarzyk.
Grudniowe dni ciągle krótkie ale jednak coraz dłuższe. I choć w lochach siedemdziesiąt metrów pod ziemią w sumie nie miało to żadnego znaczenia, nawet tam nagle poczuć można było powiew optymizmu... Wbrew wijącym się dookoła młodzianów czerwi i kołującym pod powałą podziemnym sępom-perliczkom...
Pozostała trójka w niemej bezsilności spoglądała przez oczodoły czaszek z jakich wykonany był mur odgradzający ich do kancelarii Iron Lorda. Jego obity ludzką skórą fotel miarowo obracał się raz w lewo a raz w prawo kiedy Peter the Grey powoli dusił się swoją śliną walcząc z szóstą setką swojej karnej deklamacji. Stopy odziane w żeliwne sandały wtórowały do rytmu marniejącemu w oczach deklamatorowi. Sygnet ze skrzyżowanymi piszczelami wystukiwał ten sam rytm o marmurowy sekretarzyk.
Grudniowe dni ciągle krótkie ale jednak coraz dłuższe. I choć w lochach siedemdziesiąt metrów pod ziemią w sumie nie miało to żadnego znaczenia, nawet tam nagle poczuć można było powiew optymizmu... Wbrew wijącym się dookoła młodzianów czerwi i kołującym pod powałą podziemnym sępom-perliczkom...
niedziela, 9 listopada 2014
Machine-Assisted Lyrics Writing Process By Turnip Farm - No Matter What you Think
Jeśli myślicie, że Turnip Farm pisze teksty w domowym zaciszu przy lampce na biurku i gęsim piórem to sobie tak myślcie. Jesteście stosunkowo wolnymi ludźmi w całkiem wolnym świecie. Zespoły dzielą się na te, które piszą o życiu i o śmierci. Nie nosimy się na czarno więc pewnie kusząca zdaje się być konkluzja że piszemy o życiu. Też tak sobie myślcie. Na zdrowie. I pewnie po angielsku będzie bo zawsze było no i przecież gramy nie po polsku ponoć więc po co po polsku piać. Takie myślenie również nie jest zakazane. Nie wiem co jeszcze sobie myślicie, bo po pierwsze nie wiem kim jesteście, poza tym nawet gdybym wiedział, to i tak za cholerę bym tego nie odgadł. Ale dałbym sobie parę rzeczy uciąć, że nie wpadlibyście, nawet pod wpływem najbardziej zaawansowanych narkotyków, że teksty pisze nam MASZYNA! Otóż drogą kupna nabyliśmy na tajlandzkim serwisie aukcyjnym niezwykle przydatny gadżet, który drogą morską dotarł do nas w zeszłym tygodniu. Nazywa się สตาร์ต 2013 (czyli w wolnym tłumaczeniu Start 2013). Niedługo przedstawię Wam szczegóły działania tego urządzenia ale po wstępnym rozruchu mogę tylko powiedzieć, że działa bez zarzutu. Pozdrawiam serdecznie
czwartek, 23 października 2014
I do chaty?
W drodze powrotnej rozmawialiśmy o przemocy w rodzinie, ze szczególnym uwzględnieniem analizy własnych przeżyć. kapcie, kable od żelazka oraz szlauchy. Droga z Poznania do Leszna była mroczniejsza i bardziej mglista niż dla innych braci kierowców podróżujących z nami tą trasą. Wtedy zrobiliśmy postój na jednej z leszczyńskich stacji paliw. Tam Tomala po odebraniu od Lokity wciaz nieprzeterminowanego zadłużenia drogą kupna nabył płytę Joy Division. Tak jakby zawsze kupował płyty na stacjach benzynowych. Tak jakby każda stacja benzynowa miała w swojej ofercie płyty Joy Division. Droga z Leszna do Wołowa usiana została więc rozjechanymi lisami, na poboczu stali wisielcy a wszystkie mijane budynki były opuszczonymi magazynochłodniami z powybijanymi szybami i pełnymi powyginanych metalowych prętów...
W końcu świętowaliśmy koniec sesji nagraniowej! Rozstaliśmy się więc w szampańskich nastrojach. Brzezi dostał czkawki, Lokis nie, a Tomala pojechał odrobić zadanie domowe. Wszystko w przyrodzie dąży do równowagi. Euforia i depresja. Nowa płyta i stare kapcie. Good night and good luck!
poniedziałek, 29 września 2014
Tętent słychać, czwarty do kompanii namaszczon!
Nadejdzie z ziemi płaskiej. Przyjdzie z miasta gdzie domy miast w poprzek do góry pną się. A rydwany pod ziemią mkną... Piekło na ziemi... Stamtąd przyjdzie. Twarzy nikt nie widział, a lico garstka ledwie. Pojawi się wnet, wyglądaj go na nieboskłonie gdy jesionowe liście brunatnym zwątpieniem spalone na ziemie opadną. Trzech wybrało go na czwartego gdy letni wiatr resztki bielicowych paprochów z piwnicznej stęchlizny wywiał. Zawołali donośnie, a on usłyszał. I gromko odpowiedział. I radość zapanowała. I hymny zaczęli z większą jeszcze mocą wygrywać. A motłoch okoliczny rozpierzchł się po domostwach i osmalone dymem okna jął chyżo darnią uszczelniać. Bywaj żwawo druhu nowy. Żmudnej roboty co niemiara a czas oprawca srogi nawet nieżywych biczem niemiłosiernie smaga...
środa, 27 sierpnia 2014
to nie psy wyły córuś nocą, nie psy to były...
A najgorzej im ten piach z ryjów wyciągnąć było... z tych mord szczerbatych... kłow parę ubyło ale to co się ostało mocne jak psi syn. kłapać szczękami pożółkłymi zaczęli od razu. jakby powietrze łapali choć gnidy niemyte bez tego się długo obyły. i wyć poczęły od samego początku, jak najęte płaczki cmentarne, tylko zgrabniej i ckliwiej, i głośno jak psy wściekłe co nocami po wsiach i polach szarpią co im pod pysk popadnie... a mowili żeby truchła spalić, a mówili żeby padło porozrzucać po dwóch stronach rzeki żeby nawet przy najbledszej pełni do kupy się nie zebrały... nic z tego. nic. nie dało się przejść kolo brzeźniaka przejść gdzie pono dawna dawno temu litwini niedźwiedzie ubite grzebali, a raczej to co z nich zostało... klątwa nie zdjęta to klątwa żywa, żywa jako ta padlina drgająca. wygrzebać musiałem, niech się dzieje co chce, niech im ziemia lekka będzie do stąpania skoro nad nimi jej ciężar ni jak wadził... wróciły postrzempieńce.. wróciły psubraty piekielne... śnij dziatwo spokojnie choć tę nockę jeszcze... tylko czekać jak dzień się z nocką zmiesza i wycie i hałasy powrócą... i ten smród przegniły, ta stęchlizna niewietrzona co na srebrach domowych jesienią jak szron się osadza... wróciły pokraki do pieleszy swoich... niechciane psie syny wróciły...
niedziela, 23 grudnia 2012
Opowieść Wigilijna. Tyle Postaci Co i Duchów w Oryginale
W kominku buzował ogień. Jego płomienie dodawały rumieńców zamyślonemu jak nigdy licu Jakuba. Otępiałym już nieco wzrokiem wpatrywał się w patroszącego bierkami karpia Tomalę. Widok ten musiał być dla niego niezwykle zajmujący, bo trwał tak znieruchomiały przynajmniej od kilku dobrych godzin. Wszystkiemu przyglądał się z szafy przez dziurkę od klucza Brzezi, który w tym roku obiecał sobie, że choćby niebo zwaliło się mu na głowę, to musi przyłapać św. Mikołaja w momencie deponowania prezentów pod choinką. Loko zamontowawszy do swoich Relaksów paletki badmintonowe poszurał biegać po śnieżnych zaspach. Dochodziła trzecia. Kuba oderwał wzrok od dantejskiej sceny, do której tenże był przyklejony i przekierował go poprzez zaparowane szyby na niebo, aby nie daj Bóg nie przegapić pierwszej gwiazdy. Nieco zirytowała go kolejna północnokoreańska próba umieszczenia satelity na orbicie okołoziemskiej. Przeklął siarczyście gdy obiekt po raz kolejny wpadł w korkociąg i staranował zaprzęg ciągnięty przez renifery, który nie wiadomo skąd wziął się w górnej warstwie stratosfery. Nieświadom tego faktu Brzezi wciąż beznamiętnie obserwował bożonarodzeniowe drzewko łudząc się tragicznie, że w końcu pozna jegomościa dorocznie obdarowującego go długogrającymi krążkami z arcydziełami węgierskiej muzyki rockowej z lat siedemdziesiątych zeszłego stulecia.
Bezruch jaki zapanował w zespołowej posiadłości przerwał Tomala, który po skomplikowanej operacji na otwartym karpiu w końcu przygotował obiecane sushi. Zamaszystym ruchem postawił na stole tacę z koreczkami z karpia, karpich łusek i pęcherzyków pławnych tejże ryby. Kuba jednak łypnął tylko leniwie w stronę stołu, Brzezi przechylił szafę balansując zebranymi w niej mumiami moli, aby nie stracić z pola widzenia choinki, a Loko nie zrobił nic, ponieważ wciąż zajęty był zostawianiem śladów paletek na grudniowym śniegu.
Słońce schowało się już za nieboskłonem. Cała okolica zamarła w wigilijnym napięciu oczekiwania na pierwszą gwiazdkę, pierwsze uszko w barszczu, pierwsze prezenty i pierwsze związane z nimi rozczarowania. Nie zniechęcony panującym dookoła niego marazmem Tomala starannie ustawił krzesełka wokół dębowego stołu. W tym momencie Brzezi zaczął żałować, że szafy nie są wyposażone w trójwymiarowe wizjery umożliwiające perspektywiczne podglądanie rzeczywistości z ich wnętrza. W naprędce sklecił ze szkiełek swoich doświadczonych okularów coś na kształt prymitywnej lunety. Niestety, wszystko co ujrzał to kulturę żywych bakterii w pozostawionym na półce w kuchni jogurcie i olbrzymi, dwustumetrowy świerk stojący obok buchającego gigantycznymi jęzorami ognia wulkan. Na pierwszym planie mignęła mu jedynie malutka ubrana na czerwono postać taszcząca winylowe krążki z napisem (tego już nie dojrzał) Feszvelos Magyar Rock Kopcoloszung. Kiedy starał się ten napis odczytać, cały widok zasłonił wielki, pokryty kilkudniowym zarostem gigant stąpający na olbrzymich rakietach badmintonowych. Zemdlał. Loko zdziwił się nieco słysząc dziwny łomot w szafie i dopiero widząc kiwającego z politowaniem głową Kubę przypomniał sobie o szafowym szpiegu.
***
Chłopcy połamali się opłatkiem. Nie chcieli przeszkadzać Piotrusiowi więc wsunęli mu tylko malutki kawałeczek przez dziurkę od klucza. Zdziwili się nieco tym, że nawet w momencie kiedy porównywali swoje skarpetki Brzezi nie wyszedł (tak jakby łudził się tym, że Mikołaj mógłby przyjść drugi raz), ale cóż... Młodość ma swoje prawa i musi się wyszumieć. A że robi to siedząc w szafie, to widocznie taki znak czasów. Wesołych Świąt!!!
niedziela, 18 listopada 2012
AWAY WENT THE CROCS, BUT NO. 3 IS AT THE DOOR!
Ściągnięcie posiłków z Ameryki Południowej okazało się na tyle skuteczne, że chłopcy po miesięcznym pobycie na dachu znowu mogli zająć się swoją 'domyślną' działalnością. Owszem, znalezienie 100 dziewic-sołtysów celem przebłagania Chupacabry zabrało kilka dobrych tygodni, ale w końcu sobie odeszła.
Aby zapewnić jak największy komfort pracy, Korzeń Miłości został znów wysłany na ziemie husyckie. Jakub Grass oddał się swoim jeszcze bardziej mrocznym niż zwykle słowiańskim gusłom. Tomala i Martin Luter Lokś zaczęli zaś knuć. Ich plany pokrzyżował nieco Fryderyk WejjFrau przenosząc swoją siedzibę do Kartoflenburga, choć nie tam byli wcześniej umówieni. Oto fragment listu jaki wystosowali do Władcy Metalowego Sygnetu:
"(...) Nie pitol więc, że będzie tak samo. Podsyłasz nam ryciny, na których jak byk stoi, że skumałeś się z jakimiś trupożercami, wiedźmofilami i innymi typami spod ciemnej jak dupa kreta gwiazdy. Pięknyś zamek postawił, owszem, tylko po kie licho znowuś zasilanie atmosferyczne zamontował? I znowu tydzień chlać będziesz nim perun w gromołap pizdnie co by maszynerię na dwie godziny zasilić? Jak mamy po próżnicy siedzieć, to wolimy u siebie i przy swoich trunkach i ze swoimi dziewkami, a nie w zadupiewiu tym przez gnomy i hemoroidy twoje własne zapomnianym (...)"
Zarówno z treści depeszy jak i samego jej zaistnienie można dość jednoznacznie wywnioskować, że Wohlau-Korps z pewnością... (cdn)
Aby zapewnić jak największy komfort pracy, Korzeń Miłości został znów wysłany na ziemie husyckie. Jakub Grass oddał się swoim jeszcze bardziej mrocznym niż zwykle słowiańskim gusłom. Tomala i Martin Luter Lokś zaczęli zaś knuć. Ich plany pokrzyżował nieco Fryderyk WejjFrau przenosząc swoją siedzibę do Kartoflenburga, choć nie tam byli wcześniej umówieni. Oto fragment listu jaki wystosowali do Władcy Metalowego Sygnetu:
"(...) Nie pitol więc, że będzie tak samo. Podsyłasz nam ryciny, na których jak byk stoi, że skumałeś się z jakimiś trupożercami, wiedźmofilami i innymi typami spod ciemnej jak dupa kreta gwiazdy. Pięknyś zamek postawił, owszem, tylko po kie licho znowuś zasilanie atmosferyczne zamontował? I znowu tydzień chlać będziesz nim perun w gromołap pizdnie co by maszynerię na dwie godziny zasilić? Jak mamy po próżnicy siedzieć, to wolimy u siebie i przy swoich trunkach i ze swoimi dziewkami, a nie w zadupiewiu tym przez gnomy i hemoroidy twoje własne zapomnianym (...)"
Zarówno z treści depeszy jak i samego jej zaistnienie można dość jednoznacznie wywnioskować, że Wohlau-Korps z pewnością... (cdn)
środa, 24 października 2012
The Saviour from the Amazon Jungle
Chupacabra !!
ella guardará los niños
Chupacabra !!
ella es grande
Chupacabra!!
que derrotará a los cocodrilos
No tengas miedo de los cocodrilos
Bajar!
El mundo es bello
Chupacabra te ama...
TŁUMACZENIE Z JĘZYKA HISZPAŃSKIEGO
Chupacabra !!
Chłopców obroni
Chupacabra!!
Jest potężna
Chupacabra!!
Pokona krokodyle
Nie bój się krokodyli
Zejdź!
Świat jest piękny!
Chupacabra cię kocha...
czwartek, 4 października 2012
DUNDEE UNITED VS MKP WOŁÓW 3:0
Do Polski ze znajomymi przyjechaliśmy po raz pierwszy i jesteśmy nieco zdziwieni przyjęciem jakie nam zgotowano. Nie spodziewaliśmy się może stołów uginających się od jadła i napitków. ale żeby od razu uciekać lub mdleć na nasz widok? Fakt, nie cieszymy się zbyt dobrą reputacją ze względu na solidne uzębienie, a raczej pożytek jaki z niego robimy kiedy ludzie wchodzą na nasze terytorium. Czy to jest jednak powód , żeby od razu brać nogi za pas albo nawet strzelać? Poza tym warto wiedzieć, że białe krokodyle, albino australoceratops, to istoty obdarzone zmysłem artystycznym a przede wszystkim szczególnie ceniące sobie podróże! Tak! Ale kogo to obchodzi... Przepraszam, jeśli w moim tonie wyczuć pewną nutę irytacji, ale czekamy już tydzień aż pewien polski zespół zagra nam choć jedną piosenkę, ale niestety nie trafiają do nich żadne argumenty. Przyznaję, owszem, nie potrafimy mówić, i z pewnością może to nieco komplikować komunikację pomiędzy nami. Co więcej, języka szczękowo-żuchwowego na tej szerokości nie używa raczej nikt. Nostra maxima culpa. Ale chyba można wywnioskować z kontekstu i całej tej nieszczęsnej sytuacji, że naprawdę nam zależy... Poczekamy jeszcze dzień.
Ps. A to taka mała fotka z naszego urlopu w Wołowie:) Chłopakom powoli puszczają chyba nerwy...
wtorek, 2 października 2012
Jurassic Farm
Dokładnie nie wiemy skąd się wzięły. Problem z krokodylami po raz pierwszy pojawił się jeszcze wiosną. Poprzegryzane pałki, dziwne ślady na blachach i charakterystyczny gadzi swąd w kanciapie początkowo przez członków zespołu były raczej ignorowane. Jednak po jakimś czasie sprawę zaczęto traktować śmiertelnie poważne. Zaczęło się od przerwanej próby, pewnego czwartkowego wieczoru. Przez zmiażdżone, najprawdopodobniej ogonem, do salki wpełzł biały, czterometrowy krokodyl. Wygodnie rozłożył się na kanapie i.. zasnął. Oczywiście ciężko się gra w obecności naturalnej maszyny do zabijania. Po awaryjnym wydostaniu się z kanciapy przez ścianę i szyby wentylacyjne, chłopcy musieli jednak wrócić, aby chociaż lokal zamknąć, o wypłoszeniu predatora nie pomyślał nawet słynący z głupich pomysłów Tomala.
Kiedy jakimś cudem zdobyli się na ponowne zejście do piwnicy przypomnieli sobie, że przecież drzwi zostały zmiażdżone przez Pana Krokodyla i nijak da się je zamknąć. W mgnieniu oka wrócili więc na uprzedni zajęte pozycje (dach sąsiedniego domu) i rozpoczęli naradę. Początkowo brano pod uwagę zamurowanie gada. To jednak wiązałoby się z ponownym zejściem na dół. Opcja została automatycznie anulowana. Potem pojawił się fatalny pomysł wywołania gada przy pomocy dźwięków. O ile powszechnie wiadomo, że psa wołamy gwizdaniem, kota poprzez tzw. 'kici-kici' a kury przez 'cip-cip-cip', o tyle nikt nie miał zielonego pojęcia, jaki dźwięk przywołuje krokodyle. 'Klap-klap-klap' nie zadziałało. Na 'chrup-chrup-chrup' biały dziwoląg również nie zareagował. Wtedy Brzezi donośnym głosem zawołał 'Kro-kro-kro!Kro-kro-kro!!'. I zaczęło się. Początkowo cała okolica zamarła. Ustał śpiew ptaków. Zamilkło szczekanie okolicznych psów. Grobowa cisza żywcem przeniesiona z pobliskiego cmentarza i dwóch znajdujących się w okolicy kostnic. Po kilku minutach dźwiękowej próżni pojawiły się. Jeden wysunął się ze studzienki kanalizacyjnej. Drugi, ku śmiertelnemu przerażeniu kwartetu, wyszedł z komina znajdującego się tuż za nimi i dołączył do bywalca wołowskiego systemu ściekowego. Kolejne trzy przytuptały ze złowieszczym uśmiechem na swoich post-jurajskich mordach z pobliskiego parku. Po kilku chwilach cała ulica usłana była cielskami prawie śnieżnobiałych krokodyli. Kuba milczał. Delikatnie tylko głaskał się po brodzie, co znamionowało niezwykle intensywny proces myślenia. Lokis próbował go naśladować, ale miał krótszą brodę. Brzezi miał najdłuższą brodę, ale nie sięgał do niej dłońmi. Tomala dwa dni wcześniej zgolił brodę. Wszystko wskazywało na to, że znów będzie niezwykle ciężko ruszyć z koncertami. Czy krokodyle odchodzą na zimę do ciepłych krajów? - nieśmiało zapytał Brzezi. Tak, ale w tym roku ma być ciepła zima. Mogą zostać... zawyrokował Kuba. Jego broda została już całkowicie ugłaskana. A gady jak stały, tak stały. Tylko od czasu do czasu klapnęły szczęką. Bezduszne ślipia wlepione były w cztery ludzkie istotki kurczowo trzymające się anteny satelitarnej, komina i rynny. Zespół trwał, ale jego morale spadało niczym meteoryt tunguski... (cdn)
czwartek, 6 września 2012
jest tekst singla!
Wychodząc na przeciw licznym prośbom fanów o tekst i tłumaczenie tekstu pierwszego singla odpowiadamy z całą stanowczością!
DZIARSKO BIEŻY NASZA DYWIZJA
W DESZCZU I SŁOCIE
W PIACHU I BŁOCIE
(REFREN)
WIELKA DYWIZJA
WIELKA DYWIZJA
NUDNE NAM TRUMNY
NUDNE NAM GROBY
ORSZAK NASZ DUMNY
ZGNIŁE ZAJOBY!
(REFREN)
NIE DLA NAS RADIO I TELEWIZJA
WIELKA DYWIZJA WIELKA DYWIZJA!
KOŚCI KLEKOCĄ
GNATY ŁOMOCĄ
SZPIKU JUŻ NIE MA
CMENTARNA ŚCIEMA
SZEREGÓW KROCIE
RZĘDÓW TYSIĄCE
TAPLAJĄ W BŁOCIE
TRUPY CUCHNĄCE
(REFREN)
Z ZAPACHEM SMRODU STRASZNA KOLIZJA
WIELKA DYWIZJA WIELKA DYWIZJA!
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
SPEEDWAYOWE KORZENIE ZESPOŁU (PART 2 - PETER J. BIRCH VS MICKEY MOUSE)
Mniej więcej 10-12 lat po tym, jak na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu królowali Lokis i Sztrex, w Zielonej Górze na treningu młodzików pojawił się nie kto inny jak Piotruś B! Już na początku przykuł uwagę trenerów skórą w charakterystyczny sposób upiętą tam, gdzie rozporek spotyka się z nogawkami, dodatkowo niezwykle bujną jak na 9-latka grzywą i jeszcze bardziej niezwykłym zarostem... Peter spędził w Zielonej Górze trzy sezony. Napisał dwa tomiki wierszy (szczegóły wkrótce), zjadł wiadro kasztanów jadalnych (rosnących dookoła zielonogórskiego obiektu) i dwa wiadra niejadalnych (zbierał z pociągu). Zapisał się również złotymi zgłoskami w historii Zgrzeblarek Zielona Góra jako pierwszy (i ostatni ciągle) żużlowiec nie używający w trakcie wyścigów motocykla. Oto garść statystyk: 1) Liczba wyścigów: 27 2) Liczba wygranych wyścigów: 0 3) Miejsca 2 i 3: o 4) Miejsca 4: 3 5) Wykluczenia: 3 6) Taśmy: 12 7) Upadki: 4 8) Wzloty: 1 9) Momenty rokujące nadzieję: 1 10) Defekty motocykla: 0 (częściowo spowodowane to było brakiem motocykla jako takiego)
niedziela, 5 sierpnia 2012
W lochach Tomalowego Zamczyska
Martin długo namawiał. Pomimo lipcowego i sierpniowego żaru, dniem i nocą słał gońców. Nie wracali. Wysyłał następnych. Na próżno. A przecież chodziło jeno o głupie literówki. Fakt, czasem jedna litera może z zaklęcia oczyszczającego wodę zrobić klątwę rażącą trzy kolejne pokolenia padaczką, platfusem i pomrocznością brunatną. Ale Tomala nie wdawał się w szczegóły. Michele de Kupiccio nie wnikał. Skoro Martin nie pisał, to znaczyło, że wszystko dobrze było.A on biedaczysko nie dostawał od nikogo odezwu. Jakub zaszył się w Borach Starorzecznych i odprawiał tam gusła. Jak to zwykle latem. Korzeń Miłości pobierał letnie lekcje wszystkiego co się dało. I tak mijały kolejne posępne dni, wieczory, noce i poranki. Nuda agonii. Agonia nudy...
Aż nadeszła pierwsza niedziela sierpnia. Pomimo wieczorowej pory powietrze zdało się wypalać wszystkich i wszystko dookoła. Gotując szpik w kościach i ścinając białko w najcieńszym włókienku mięśni... Stada komarów wypijały resztki krwi z tych, którzy jakimś cudem oparli się tej termicznej apokalipsie. Martin popijając resztki Wohlauera Pilsa siedział w swojej baszcie wypatrując choćby jednego zwrotnego gońca. I dopatrzył się... Około północy, na szkielecie konia do jego bram dosnuło się miotane konwulsjami ścierwo jego ostatniego posłańca. W prawej dłoni, zaciśniętej w przedśmiertnych spazmach kurczowo trzymał zakrwawiony świstek pergaminu... Marten wydłubał to spomiędzy cuchnących już pierwszymi oznakami rozkładu paluchów nieboraka... "PRZYŚLIJ MI TU WIĘCEJ TYCH UPIERDLIWYCH ARCHETYPICZNYCH LISTONOSZY, A NIEDŁUGO W ICH ZAROPIAŁYCH CZEREPACH BĘDĘ SOBIE FIKUSY SADZIĆ. KSIĘGA SKOŃCZONA. NIE MA SIĘ CO FINDRYGALIĆ W TAŃCU ZA PRZEPROSZENIEM. NO I DZIĘKUJĘ ZA KAFLE DO PIWNICY. WILGOCI JUŻ NIE MA" Marten spokojnie założył szlafmycę i udał się do kancelarii. Nadszedł już czas...
piątek, 13 lipca 2012
Michele Angelo De Cupicio - Najbardziej Szara (Ale Za To Jaka) Eminencja
Długo zwlekałem z oddaniem czci i hołdu należnego jednemu z najbardziej zasłużonych w całej tej historii. Pojawił się wcześniej w niej co prawda, ale ledwo musnął czytelników swoją obecnością,przez co większość spuściła już na niego zasłonę sklerozy i wrzuciła go do komórki z napisem ZAPOMNIANE. Większego błędu zrobić nie mogli. De Cupicio ledwie bowiem mieści się w ramach powszechnie rozumianego człowieczeństwa. Ciało, owszem - homo sapiens sapiens, ale rozum, duch...
Patrząc na trzy osoby, potrafi symultanicznie rozmawiać z dwoma innymi. Jego nietypowy pałac zbudowany został z główek od szpilek, które własnoręcznie przerabiał na sześcianiki i kleił własnej receptury lepikiem z mleka mrówczego (oczywiście też własnoręcznie wydojonego). Jak sam o sobie mawia, kluczem do sukcesu jest sen, dlatego też w łóżku spędza przynajmniej 12 godzin dziennie i jak łatwo się domyśleć, większość z tych dokonań zaszła właśnie w trakcie jego snu. Sen jednakże jest to tylko z nazwy. Bo jak tu mówić o śnie, kiedy własnie wtedy de Cupicio konstruuje maszyny napędzane własnym cieniem, tworzy mikstury dające zażywającym je dar chrapania na jawie czy wreszcie pozwala sobie na zbudowanie w przeciągu jednej nocy katedry pod swoim własnym wezwaniem...
Nie ma się więc czemu dziwić , że to właśnie jego zatrudnili, za namową Grassa, czterej nasi bohaterowie. Omamieni jego erudycją i olimpijskim spokojem dali się poprowadzić za rękę jak dzieci. A on, niczym cierpliwy ojciec, przeprowadził ich strona po stronie, przez wszystkie rozdziały ich księgi... A lekko nie było, oj nie było... Śpik mnie morzy kutewsko i prawić dziwnie zaczynam znowu, więc idę do karczmy pobliskiej zebrać siły na dziejów tych ciąg dalszy spisywanie...
sobota, 30 czerwca 2012
SPEEDWAYOWE KORZENIE ZESPOŁU! REWELACYJNE ODKRYCIE DZIENNIKA "GŁOS ŻUŻLOWCA"
Medialny szał wokół zespołu trwa. O najnowszym krążku piszą i mówią już chyba wszyscy. O tym jak duże zainteresowanie towarzyszy ostatniemu albumowi niech świadczy zaangażowanie dziennikarzy wszystkich, ale to naprawdę wszystkich, periodyków. Wspaniałym przykładem jest artykuł w piątkowym "Głosie Żużlowca" na temat przemilczanych do tej pory początków wołowsko-bydgoskiej formacji. Pozwolimy sobie przytoczyć obszerny fragment tego tekstu, autorstwa Marzeny Defekt-Kowalskiej: Co prawda na co dzień nie zajmuję się tematyką muzyczną, jednak po ostatnim koncercie zespołu Turnip Farm na Stadionie Olimpijskim przyznaję, że wrażenie jakie wywarli na mnie muzycy było na tyle duże, że postanowiłam poszperać co nieco na ich temat. I ku mojemu olbrzymiemu zdziwieniu, dotarłam do informacji, jakoby w latach 1966-1968 dwaj członkowie zespołu, Tomasz Sztrekier i Marcin Lokś, byli zawodnikami Sparty Wrocław! (na zdjęciu) Koleje ich losu skrzyżowały się w lesie, gdzie rodzice Tomka zbierali chrust, a rodzice Marcina ten chrust sadzili. Chłopcy szybko się ze sobą zaprzyjaźnili i już wkrótce okazało się, że obaj dzielą zamiłowanie do żużla. W domach nie przelewało się, więc chłopcy trzy razy w tygodniu jeździli na treningi dla małych żużlistów rowerami! Paradoksalnie mieli dzięki temu sporą przewagę nad swoimi wrocławskimi rówieśnikami, ponieważ po 45 kilometrowym rozpędzie wjeżdżali na tor z prędkością około 140 kilometrów na godzinę i pokazowo jadąc parą wygrywali dwa biegi od razu, za każdym razem dublując dwukrotnie swoich rywali. Niestety, kiedy nadszedł czas przesiąść się na klasyczne motocykle żużlowe, Marcin i Tomek, zbyt często zaglądali do baków wypełnionych alkoholem metylowym. Nie widząc ani toru, anu nawet stadionu jako takiego, zmuszeni byli do przedwczesnego zakończenia jakże wspaniale zapowiadającej się kariery. Fatalny wypadek, kiedy zaraz po starcie zderzyli się czołowo ze stojącą przy parkingu polewaczką, był na tyle wystarczającym ostrzeżeniem, że chłopcy dali sobie spokój z żużlem. Może to i dobrze,że zamienili motocykle na gitary, bo płyta "The Children of Gollob" przejdzie z pewnością do historii muzyki żużlowej. Szybkie utwory i brzmienie momentami niemal identyczne do warkotu silnika Jawy na bank przysporzą zespołowi wielu nowych fanów. Starzy fani z pewnością będą zadowoleni z takich utworów jak "The Grand Prix of Your Love" czy "My Motorbike is My Castle". Paniom polecam romantyczny przytulaniec "After the Race is Over" i przyprawiającą o łzy balladę "The Last Race of Andrzej Huszcza in Zielona Góra Where He Is The King". Jak dla mnie, żużlowa płyta roku, a może nawet dekady!
poniedziałek, 25 czerwca 2012
PIERWSZA RECENZJA NOWEJ PŁYTY!

Błyskawiczna reakcja mediów przerosła najśmielsze oczekiwania zarówno członków zespołu jak i fanów. Tak oto o najnowszym krążku Turnip Farm pisze ogólnopolski miesięcznik 'Nowiny Wędkarskie':
W zeszłą sobotę wybrałem się nad Kwisę. Zaczął się sezon na szczupaka, więc już o trzeciej nad ranem spakowany wyruszyłem wraz z dwójką starych znajomych na sprawdzone miejsce. I jak to zwykle bywa zaczęliśmy od 0,7 na dzień dobry. Oczywiście nie popijałem, bo prowadziłem. Żeby umilić sobie czas zapuściłem przysłany do redakcji krążek jakiegoś nieznanego zespołu. Nie wiem po jaką cholerę dali mi to do słuchania. A po jaką cholerę kazali mi opisać swoje jak to powiedzieli 'wrażenia' to już na pewno nie wiem. Ale nie żałuję. Płyta zatytułowana jest 'I CAN SEE THE BOTOX IN YOUR EYES'Się zaczęło dziać od razu! Czerwie co nałapałem dzień przed tak się zaczęły wić, że musiałem pudełko po margarynie owinąć drutem dwunastką,żeby mi cinquecento nie rozwaliły! Zbyszek, co zwykle opanowany i spokojny jest, rozebrał się do naga i zamiast do środka, wpakował się na dach i zrobił sobie turban z podbieraka. I tak kazał się wieść! Po trzeciej piosence z kolei Czesław zaczął odwalać przysłowiową manianę. Obsypał cię całą puszką kukurydzy na karpie a z zanęty zrobił sobie brodę a la ZZ TOP. Kiedy po raz dwunasty okrążaliśmy rondo na wylotówce na Bolesławiec, zatrzymał nas radiowóz. Na nasze szczęście leciał właśnie siódmy utwór, 'WE ARE RUNNING OUT OF KETCHUP'. Funkcjonariusze, zamiast nas wylegitymować i zmandatować, rzucili się nam w ramiona, wypisali sobie sami karę 1000 złotych i przyznali sobie 240 punktów karnych, po czym na boso pobiegli na komisariat. Dojechaliśmy nad rzekę przy dźwiękach dziewiątej piosenki chyba. Czesław i Zbyszek spali twardo na w naprędce skleconym piętrowym łóżku, które nie wiem kiedy skleili wewnątrz pustej butelki po wyżej nadmienionym 0,7. Ja wypuściłem na wolność wszystkie czerwie, które marszowwym krokiem dostojnie wróciły do auta i wraz z moimi kumplami odjechały w siną dal. Z oddali słychać było ostatni chyba utwór, kiedy na niebie pojawiła się tęcza i zorza. Równikowa chyba, bo jak inaczej???
Cieszymy się, że najnowsza produkcja naszej formacji na dzień dobry spotyka się z tak przychylnymi głosami ze strony branżowych czasopism. Do zobaczenia na koncertach!
poniedziałek, 11 czerwca 2012

Wszystko wybaczone, każde szubrawstwo twe, co do joty... weźmij ino instrument i bywaj, a hyżo... ostatnimi tchnieniami wołałem cię, aleś usłyszał... błogosławion bądź mimo wszystko... klątwy gotówm zdjąc, choć odłamkami jemi możesz oberwać takie kutewskie były... ale w ramionach mech bezpiecznym będziesz... wracaj do farmy synu, nie marno, ale ciężko-strawny... w czterech siła tylko. Na tym kwadracie my rządzimy i ten kwadrat wnet rządzić będzie!
czwartek, 7 czerwca 2012
CZAS TWÓJ SIĘ KOŃCZY JAKUBIE...
Oj kończy się, kończy... Na wielką próbę wytrwałość moją wystawiłżeś Pan... Oj, na wielką... Ja ci te saraceńskie wyprawy byłem gotów wybaczyć, w niepamięć puścić... A tyś mnie po raz kolejny ciepłymi szczynami wprost w lico moje uraczył! Jakeś śmiał!? Czy też jakeś śmiał?! Nie na darmo mnie matula moja konsekwencyji uczyła rankami i wieczorami całemi, oj nie na darmo... Więc nawet jeśli myślisz, że czasu ci zbywa i możesz mnie i kompanów z Breslau i Wohlau okolic bezkarnie i frywolnie w przedziałek tyłkowy kopać z piętki swej koślawej kujawskiej toś pomylon! Godzina twa wybiła i czas twój policzon został! nie daremno tarzał się bym był dookoła swej osi nocami całemi zbierając na posmarowane linoleum cielsko ze wszytkich pól dookoła słomę i siano... oj nie na daremno... Zapłonie twe cielsko niechybnie na stosie którym ja! Martin Loko Furiato własnoręcznie, własnocielsko i w ogóle sam zebrał... Patrz jak siem przyczaił na twej stercie ostaniej... Patrz jak krzesiwo i chubkę skrywam... Zaskwierczysz nierobie, oj zaskwierczysz tutaj... Średnie wieki tutaj zaczekają na ciebie, tylko dla tych ostatnich dwóch melodyjek co całą księgę w dupisku ciemnym przetrzymują... Bój się Jakubie, słomy nam i bez butów styknie... A dym ze stosu twego ostatniego twej Hanki sięgnie... Nie będziesz się lenił gdy z Leubus cię wyglądają... Amen!
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Jak mnichów z Leubus szlag trafiał, nawet pod ziemią

WYSTĘPUJĄ
BRAT LEŻĄCY
BRAT PATRZĄCY NA CIEBIE Z DWOMA OCZODOŁAMI
BRAT PO LEWEJ PRAWIE ZA KADREM
BRAT PO PRAWEJ PATRZĄCY GDZIEŚ TAM SOBIE
MIEJSCE: KRYPTA KLASZTORU W LEUBUS (PL. LUBIĄŻ), PRZEZ NIEDOKSZTAŁCONYCH NAZYWANEGO ZAMKIEM LUB PAŁACEM
BRAT LEŻĄCY
Sytuacja jest poważna. Pomijam już fakt, że od dobrych kilkuset lat na górze zbiera się hołota. Pomijam również fakt, że od dobrych kilku lat latem tej hołoty jest na tyle dużo, że nawet szczury w cholerę poszły. A fakt, że nie mówię po niemiecku tylko biegłą polszczyzną, pomijam już bardzo szerokim zakolem. O ile to jest poprawna polszczyzna.
BRAT PATRZĄCY NA CIEBIE DWOMA OCZODOŁAMI
Sehr gut, bruder Dieter. To ja też na polski przejdę.Choć nie wiem dlaczego. Ale to wszystko wina tych na górze. Wiem, że szanse na to, że wyjdziemy na górę i zrobimy tam porządek są marne. Ale jeszcze całym nie umarł. Jeszcze się tli co nieco w szczelinach między zdrewniałymi kośćmi i wyprawioną suchym powietrzem skórą. A porządek trzeba zrobić.
BRAT PO LEWEJ PRAWIE ZA KADREM.
Spokojna wasza obciążona. Ja szczurzą pocztem zainformowałym że z zewnętrznegu przybywa...
BRAT LEŻĄCY
Czy szanowny przeor mógłby łaskawie na niemiecki się przełączyć? Uszy rani nieco indolencja gramatyczna, herezje fleksyjne i leksykalna pornografia
BRUDER AUF DEN LINKEN SEITE
Warum? Ich bin 450 Jahren alt und ich...
BRAT LEŻĄCY
I właśnie dlatego byłoby lepiej gdyby choćby z szacunku dla sprawowanego przez siebie stanowiska, nieważne jak dawno temu, przeor jednak okrył się milczeniem, co tak świetnie mu przez ostatnie trzysta lat wychodziło...
BRAT PATRZĄCY NA CIEBIE DWOMA OCZODOŁAMI
Są pozytywy. Z pleśni na suficie wyraźnie można odczytać, że na dniach pojawi się tutaj ktoś, kto może tej gawiedzi rozszumianej wybić z głowy szarganie spokoju naszych zwłok. Powiem więcej, dzięki Jakubowi z Gollobstadt nasze zwłoki mogą nabrać takiego wigoru, że zmurszałe członki nasze wyjdą na wierzch!
BRAT LEŻĄCY
Przepraszam najmocniej, ale albo moja polszczyzna jeszcze jest za bardzo niemiecka, albo po prostu nie wykułem wszystkich metafor na blachę. Grzechu rozpusty chciałbym tak czy inaczej uniknąć. Szkoda czterech wieku celibatu tak o na marne...
BRAT PATRZĄCY NA CIEBIE DWOMA OCZODOŁAMI
Spokojnie bracie Hansie. Chodzi o przywrócenie do życia całości ciała, nie tylko elementów chędożalniczo-chędożalnych.
BRAT PO PRAWEJ PATRZĄCY GDZIEŚ TAM SOBIE
A czy czasem w parze z tym Jakubem nie przybędzie Martin dela Loko? Bo jeśli tak, to spokoju to ani my, ani nikt w okolicy przez najbliższe lata nie zazna. Chyba że chytrze do karczmy przyklasztornej zwanej piekiełkiem szybko go przemycimy, a wtedy i on, jak i jego trupa cała szybko bez wieści przepadną..
BRAT PO LEWEJ CIĄGLE ZA KADREM
Ich verstehe nicht. Wer ist Martin? Was ist er von Beruf? Ein Kugelschreiber? Eine Krankeschwester oder was?
BRAT, KTÓREGO ZWŁOKI ROZŁOŻYŁY SIĘ PRZEZ JAKIEGOŚ DURNIA CO OBLAŁ GO PIWEM W TRAKCIE POGRZEBU I PRZEZ TO NIE WIDAĆ GO WCALE NA ZDJĘCIU
Ist das eine grosse Nachtmuzik?
BRAT LEŻĄCY
wyraźnie poirytowany
Czy szanowni braciszkowie nie władający polszczyzną mogą szczeznąć na parę chwil? Naprawdę kał mi się w trzewiach na lewą stronę przewraca jak słyszę niemiecki... Przepraszam, ale odzwyczaiłem się jakoś szybko...
BRAT PATRZĄCY NA CIEBIE PO RAZ OSTATNI DWOMA OCZODOŁAMI
Pax! Pax kurde! Lada dzień tu będą. Potrafią sporo, cała w nich nadzieja...
BRUDER DIETER
Meine Katze ist schnell ale myszy nie znają litości
BRAT LEŻĄCY
Ja się jednak jeszcze zdrzemnę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)












